Co to oznacza, gdy dziewczyna mówi, że jesteś kochany?
Cześć, dziewczyny! Wpadłyście tu, bo pewnie któraś z was rzuciła kiedyś facetowi „jesteś kochany” i teraz się zastanawia, co on sobie pomyślał – albo, co bardziej prawdopodobne, co wy same miałyście na myśli, bo my, baby, czasem same nie wiemy, co nam z ust wylatuje. Ja, wasza blogerka od sarkazmu i życiowych wpadek, piszę do was, moje babeczki, z tematem, który rozkminiam na własnym przykładzie. Będę krytyczna wobec facetów (jak zawsze), trochę wobec siebie (bo kto normalny analizuje takie rzeczy?), ale bez obwiniania się – to nie moja wina, że oni nie łapią, co mamy na myśli. Siadajcie wygodnie, rozpracowujemy, co to znaczy, jak mówię „jesteś kochany”, i co to może znaczyć dla nas i dla nich.
Słowo „kochany” to taki mały granat – niby niewinne, a może wybuchnąć w różne strony. Ja sama używałam go w tylu sytuacjach, że mogłabym napisać książkę: „Kochany i inne pułapki językowe”. Raz rzuciłam to kumplowi, który przyniósł mi pizzę, a potem przez tydzień zastanawiałam się, czy on myśli, że się w nim bujam. Więc dzisiaj, z perspektywy moich przygód i wiecznego drążenia, rozkładam to na części pierwsze. Bo faceci, jak wiemy, i tak nie ogarną bez mapy.
Kiedy mówię „jesteś kochany” z uśmiechem, a w głowie mam „dzięki, że nie jesteś totalnym kretynem”
Zacznijmy od najprostszego – czasem „jesteś kochany” to po prostu sposób na powiedzenie: „Fajnie, że coś zrobiłeś, i nie spieprzyłeś tego jak zwykle”. Pamiętam, jak jeden typ naprawił mi kran w kuchni – ja, mistrzyni hydrauliki, rozwaliłam go wcześniej, próbując coś odkręcić łyżką. On przyszedł, ogarnął, a ja rzuciłam: „O matko, jesteś kochany”. I wiecie co? To nie było wyznanie miłości, tylko ulga, że nie muszę wzywać fachowca za milion złotych. Ale on się uśmiechnął, jakby właśnie zdobył medal, więc może coś sobie dopowiedział.
To taki friendly vibe – mówię to, bo doceniam gest, ale nie pakuję do tego serca i duszy. Problem w tym, że faceci czasem widzą w tym więcej. Ja wtedy myślę: „Stary, to nie znaczy, że zaraz ci upiekę ciasto i urodze trójkę dzieci”. Więc, dziewczyny, jak rzucacie „kochany” w takiej sytuacji, to upewnijcie się, że on nie odpływa w romantyczne fantazje.
Kiedy to brzmi jak komplement, ale ja i tak się zastanawiam, czy on zasługuje na takie słowa
Idziemy dalej – czasem „jesteś kochany” to coś więcej niż podziękowanie, ale mniej niż love story. Na przykład: jeden facet kiedyś przyniósł mi kawę na spotkanie, bo wiedział, że bez niej jestem jak zombie. Rzuciłam: „Jesteś kochany”, a w głowie miałam: „Okej, to słodkie, ale nie rób z tego zwyczaju, bo się przyzwyczaję”. To taki moment, kiedy widzę, że on się stara, i mi się to podoba, ale jeszcze nie wiem, czy to tylko miły gest, czy coś głębszego.
I tu jest pies pogrzebany – ja mogę to powiedzieć z sympatią, a on już widzi nas w białej sukni i garniturze. Raz jeden zapytał: „Naprawdę tak myślisz?”, a ja na to: „No tak, ale nie przesadzaj z interpretacją”. Faceci, błagam, nie każdy komplement to deklaracja. Ale, dziewczyny, przyznajcie – jak mówimy „kochany” w takim tonie, to czasem same nie wiemy, ile w tym uczucia.
Kiedy to wyznanie z głębi serca, a ja potem panikuję, że powiedziałam za dużo i za wcześnie
No i dochodzimy do bomby – kiedy „jesteś kochany” to naprawdę coś dużego. Pamiętam, jak raz jeden facet przytulił mnie po ciężkim dniu i wyszeptałam: „Jesteś kochany”. I wiecie co? To nie było o kawie ani o kranie – to było o tym, że poczułam się przy nim jak u siebie. Ale potem, jak typowa ja, zaczęłam panikować: „Boże, czy on teraz myśli, że jestem w nim zakochana po uszy? Czy ja jestem zakochana? Ratunku!”.
To ten moment, kiedy „kochany” to nie żart, nie podziękowanie, tylko coś, co zdradza, że mi zależy. I tu robi się ciekawie, bo facet może to złapać i albo się ucieszy, albo spanikuje jak ja. Mój eks kiedyś usłyszał ode mnie coś takiego i zapytał: „To co, jesteśmy parą?”. A ja: „Ej, powoli, to tylko słowo!”. Ale w głębi duszy wiedziałam, że to nie było „tylko słowo”.
Co to oznacza dla naszej przyszłości – i dlaczego ja i tak będę drążyć, czy on to dobrze zrozumiał
No dobra, dziewczyny, ale co to znaczy dla nas i dla nich? Jeśli mówię „jesteś kochany”, to może być wszystko – od „fajny z ciebie kumpel” po „cholera, chyba mi się podobasz”. I to zależy od tonu, sytuacji, a czasem od tego, jak bardzo mi się język plącze. Dla faceta to sygnał – jak rzucam to lekko, to wie, że doceniam, ale bez fajerwerków. Jak mówię to z takim miękkim uśmiechem, to może być znak, że coś się kroi. A jak z głębi serca? Cóż, wtedy to już nie żarty.
Ale ja, wieczna sceptyczka, zawsze będę się zastanawiać: „Czy on to dobrze złapał? Czy myśli, że to deklaracja, czy że po prostu lubię jego kanapki?”. Bo faceci mają talent do nadinterpretacji – raz jeden po moim „kochany” zaczął planować wspólny weekend, a ja tylko chciałam powiedzieć, że dobrze gotuje. Więc, dziewczyny, jak to rzucacie, to myślcie, co chcecie przekazać – bo oni i tak dopiszą resztę.
Podsumowując, moje drogie – „jesteś kochany” to mina, którą same sobie stawiamy. Może znaczyć wszystko i nic, a faceci i tak będą zgadywać, co mieliśmy na myśli. Ja swoje przeżyłam – od rzucania tego na luzie po momenty, kiedy sama się dziwiłam, ile w tym uczucia. A wy? Kiedy ostatnio powiedziałyście „kochany” i co to dla was znaczyło? Dajcie znać w komentarzach, bo ja już swoje rozkminiłam, a teraz lecę sprawdzić, czy mój kot też jest kochany. Chociaż on pewnie tylko chce żreć. Trzymajcie się, babeczki!