Jak podglądałam dwóch facetów, którzy mi się podobali…

Jak podglądałam dwóch facetów, którzy mi się podobali…

Cześć, dziewczyny! Wpadłyście tu, bo pewnie chcecie usłyszeć coś, co brzmi jak fabuła serialu na Netfliksie – tyle że z moim sarkazmem i bez happy endu w stylu „i żyli długo i szczęśliwie”. Ja, wasza blogerka od życiowych wpadek i krytyki facetów, piszę do was, moje babeczki, z historią, która jest tak pokręcona, że sama nie wiem, czy się z niej śmiać, czy płakać. Będę krytyczna wobec nich (bo zawsze są w coś zamieszani), trochę wobec siebie (no bo kto normalny podgląda facetów jak creep?), ale bez obwiniania się – to nie moja wina, że życie rzuciło mi taki twist. Siadajcie wygodnie, opowiem wam, jak podglądałam dwóch facetów, którzy mi się podobali, a potem wszystko się wywróciło do góry nogami – z humorem, bez ściemy i z mojego punktu widzenia.

To wszystko zdarzyło się na imprezie u znajomych – jednej z tych, gdzie wino leje się strumieniami, a ja udaję, że jestem duszą towarzystwa, choć w głębi duszy wolę siedzieć z kotem i pizzą. Tym razem jednak miałam misję – dwóch typów, którzy wpadli mi w oko, kręciło się po domu, a ja, zamiast zagadać jak normalna baba, postanowiłam grać w podglądaczkę. I wiecie co? Dostałam więcej, niż chciałam – bo oni zaczęli się całować, a ja wpadłam w emocjonalny rollercoaster. Więc dzisiaj rozkładam to na części – co widziałam, co czułam i dlaczego to takie poplątane.


Kiedy zaczęłam podglądać jak detektyw z kiepskim planem, a oni jeszcze nie wiedzieli, że jestem widzem

Zacznijmy od początku – dwóch facetów, nazwijmy ich Tomek i Kuba, bo takie imiona pasują do tej historii. Tomek był z tych cichych, ale z takim uśmiechem, że chciało się go rozpracować. Kuba – głośny, pewny siebie, z żartami, które albo bawią, albo wkurzają. Obaj mi się podobali – Tomek za tajemniczość, Kuba za luz. Na imprezie kręcili się po ogrodzie, a ja, zamiast podejść i rzucić „hej, co słychać?”, chowałam się za krzakiem jak stalkerka z taniego kryminału. „Spokojnie, tylko popatrzę” – mówiłam sobie, a w głowie już snułam wizje, jak któryś z nich mnie zauważa i pada mi w ramiona.

Faceci, jak to faceci, nie mieli pojęcia, że jestem ich jednoosobową publicznością. Stałam tam, popijając wino z plastikowego kubka, i myślałam: „Okej, może któryś rzuci mi spojrzenie, a ja zrobię ten swój zalotny uśmiech”. Ale nie – oni zaczęli rozmawiać coraz bliżej siebie, a ja, zamiast się wycofać, stałam jak wryta. I wtedy to się stało.


Kiedy oni zaczęli się całować, a ja stałam z otwartą buzią, bo moje fantazje właśnie poszły na spacer

No i bum – Tomek i Kuba, zamiast rzucać teksty do mnie, zaczęli się całować. Nie tak, że cmok w policzek na dobranoc – to było pełne, namiętne całowanie, z rękami na karku i tym wszystkim, co widzisz w filmach. Ja, ukryta za krzakiem, najpierw pomyślałam: „O cholera, co ja widzę?”, a potem: „Okej, to nie tak miało być”. Moje pożądanie do nich – to, które budowałam w głowie, myśląc o ich uśmiechach i żartach – nagle wyparowało jak para z garnka. „No super” – mruknęłam do siebie – „w głowie już ich rozbierałam, a tu taki numer”.

Faceci zawsze muszą coś spieprzyć, prawda? Myślałam, że są w moim zasięgu, a oni najwyraźniej mieli inne plany. Stałam tam, z kubkiem w ręku, i patrzyłam, jak się całują – i wiecie co? Z jednej strony byłam wkurzona, że moje szanse właśnie się ulotniły, ale z drugiej… coś się zmieniło.


Kiedy moje pożądanie wróciło w innej formie, a ja zaczęłam zazdrościć im tej bliskości i igraszek

Bo nagle, zamiast żalu, poczułam coś innego – podziw i zazdrość. Oni tam stali, w tym ogrodzie, z rękami na sobie, a ja patrzyłam na tę męską bliskość i myślałam: „Kurde, to jest piękne”. Nie chodziło już o to, że ich chciałam dla siebie – chodziło o to, jak naturalnie się dotykali, jak ich ciała się zgadzały, jak nie bali się tego pokazać. Moje pożądanie nie wyparowało tak do końca – tylko przeskoczyło na inny poziom. Zamiast „chcę ich”, miałam w głowie: „chcę tego, co oni mają”.

Ja, wieczna krytykantka facetów, stałam tam i zazdrościłam im tej swobody. Bo ja? Ja bym się wstydziła, zastanawiała, co ludzie powiedzą – a oni po prostu żyli chwilą. Ich igraszki – te pocałunki, ta bliskość – były jak scena z filmu, którego ja nigdy nie odważyłabym się zagrać. I choć moje ego trochę ucierpiało („No serio, żaden mnie nie chce?”), to w głębi duszy zaczęłam im kibicować.


Co to dla mnie oznaczało, kiedy impreza się skończyła – i dlaczego i tak się śmieję z tej sytuacji

Impreza się rozeszła, a ja wróciłam do domu z pustym kubkiem i głową pełną myśli. Tomek i Kuba pewnie dalej robili swoje, a ja siedziałam na kanapie i rozkminiałam: „Okej, podglądałam ich jak wariatka, moje plany się sypnęły, ale… to było coś”. Moje pożądanie raz wyparowało, raz wzrosło – i w sumie nie wiem, co o tym myśleć. Z jednej strony straciłam dwóch facetów, których sobie upatrzyłam, a z drugiej – zobaczyłam coś, co mnie ruszyło.

Co to dla mnie oznaczało? Że życie to nie moja prywatna komedia romantyczna, gdzie wszyscy tańczą wokół mnie. Faceci robią, co chcą – czasem z nami, czasem ze sobą – a ja mogę tylko patrzeć i się śmiać. I wiecie co? Nie żałuję – podglądanie ich było jak bilet na dziwny spektakl, a ja wyszłam z niego z mieszanką zazdrości i szacunku.


Podglądałam dwóch facetów, którzy mi się podobali, a oni zaczęli się całować. Moje pożądanie się przewróciło – raz w dół, raz w górę – i nagle zazdrościłam im tej bliskości, której ja nigdy nie miałam odwagi spróbować. Ja swoje przeżyłam – od stalkingu po emocjonalny rollercoaster. A wy? Widziałyście kiedyś coś, co wywróciło wasze plany do góry nogami? Dajcie znać w komentarzach, bo ja już swoje rozkminiłam, a teraz lecę sprawdzić, czy mój kot też umie kogoś podglądać. Chociaż on pewnie tylko na karmę zerka. Trzymajcie się, babeczki!